Ponieważ siostra ma oznajmiła, że wie już jaki będzie cel ich wrześniowego urlopu, ja postanowiłam pokazać jej, jak wygląda Barcelona, gdy nie świeci słońce, jest duszno, tłoczno, a ludzie są nazbyt pobudzeni faktem przebywania w tym "mitycznym" mieście. Pewnie gdyby wyrzucić stamtąd wszystkich turystów, odzyskała by ona swój urok, który u Allena pojawia się na każdym kroku. Ale gdyby faktycznie ich wyrzucić, wówczas nam także nie dane byłoby zobaczyć tego miasta, które jest dziwnym tworem urbanistycznym i najlepiej patrzeć na nie z góry, a konkretnie z jednego punktu, ze wzgórza Montjuic. Bądź co bądź Barcelona zawsze będzie mieć swoich zagorzałych fanów (nie tylko piłkarskich), a wśród nich znajdzie się zapewne wielu fetyszystów-froterystów świetnie odnajdujących się w spoconym, chaotycznym tłumie i jeden mały romantyczny Natol. Ponoć w Barcelonie, ludzie zakochują się stopniowo i powoli, być może dlatego jeden dzień nie wystarczył, by zapałać do niej szaleńczym uczuciem...?
 |
| Przy wjeździe do miasta odwiedzających wita wielkie dildo :O |
 |
| Sagrada Familia - gigantyczny plac budowy, dookoła którego kłębią się dzikie tłumy, tak, że nie sposób znaleźć miejsca na chodniku, by posłuchać o historii tej niekończącej się budowy. |
|
| Musieliśmy odejść całkiem spory kawałek, by w ogóle móc ująć kościół i towarzyszące mu z każdej strony dźwigi w kadrze. |
 |
| Park Guell (nad "u" powinien być ten dziwny przegłos) pełen turystów i uciekających przez strażnikami drobnych handlarzy. |
 |
Oddaliliśmy się nieco od głównych ścieżek w parku, żeby zrobić zdjęcie bez setki innych osób w tle.
|
 |
| Kamienice Gaudiego dane nam był obejrzeć tylko z autokaru, a ponoć wejście na ich dach dopiero pozwala się nimi zachwycić. |
 |
| Na Camp Nou darowaliśmy sobie wchodzenie na trybuny, stadiony nigdy nas nie interesowały jakoś szczególnie, a tym bardziej, gdy za ich zwiedzanie trzeba dodatkowo płacić. |
 |
| Wielgachny port, kontenerów multum. |
 |
| "Wiater wiał", ale widoki z Montjuic warte są tego typu ubocznych doznań. |
 |
| Pani Japonka pozowała i pozowała, więc w końcu się i na nasze zdjęcie załapała. Po lewej stacja kolejki linowej biegnącej nad miastem. |
 |
| Urbanistyczne szaleństwo, w którym jest reguła, znaczna część miasta została w XIX wieku urbanistycznie uporządkowana za pomocą podziałów wyznaczonych przez sieć ulic na module wielkich kwadratów. |
 |
| A tu kolejka nr 2, z czerwonymi wagonikami. |
 |
| Takie tam zwierzęce ekscesy na Rambli. |
 |
| La Rambla w pełnej krasie, czyli tłumy tłumy, tłumy. Co chwilę nam się gubił jakiś uczestnik wycieczki. |
 |
| Katedra, w środku wygląda lepiej niż na zewnątrz. Przy wejściu stoi surowy stróż, który decyduje, kto może wejść, a kto musi zostać ze względu na zbyt skąpe odzienie. |
 |
| Łącznik między budynkami na starym mieście, znany chyba z większości pocztówek. Niestety nie wygląda tu zbyt efektownie, bo zdjęcie wykonane w pośpiechu, pierwotnie z masą turystów u dołu, którzy zostali wycięci, by choć trochę klimat Barcelony mógł zostać oddany. |
 |
| A ten pasaż znaleźliśmy przypadkiem i było to jedyne wolne od ludzi miejsce. |
 |
Wieczorem czekaliśmy aż nas zabiorą na pokaz fontann siedząc na nabrzeżu, gdzie jacyś dziwni ludzie handlowali podróbkami torebek zamontowanych w przemyślany sposób do płacht materiału, tak, aby, gdy tylko pojawi się policja, zwinąć interes w tobołek i zwiać. W tle kolumna z Kolumbem na szczycie - jest na tyle duża, że w środku są schody prowadzące na jej szczyt.
| |